Od dziecka słyszy się historie, by dbać o drzewa i krzewy, bo to one produkują najwięcej tlenu. Szkoła uczy o fotosyntezie, o tym jak zielone rośliny pobierają dwutlenek węgla i oddają do środowiska to, dzięki czemu możemy oddychać. Nikt jednak nie wspomina o tym, jak wielką rolę w produkcji tlenu odgrywa woda i to, co w tej wodzie żyje.

Naukowcy nazywają oceany „drugim płucem planety”, ze względu na to, że szacunkowo 50-80 proc. tlenu pochodzi właśnie stamtąd. I choć zawsze za największy obszar produkcji tlenu uznawało się to „pierwsze” płuco planety, czyli lasy deszczowe Amazonii, to należy pamiętać, że wytwarzają one jedynie dwadzieścia procent tlenu produkowanego na lądzie. Oczywiście tlenu w oceanach nie produkuje sama woda, a rośliny, glony i niektóre bakterie żyjące w wodach oceanicznych.

Mikrobohater fotosyntezy

Ciekawostką jest to, że najmniejszy organizm fotosyntetyczny na naszej planecie żyje właśnie w wodzie. Mała bakteria może wytworzyć do 20 proc. tlenu obecnego w naszej biosferze. Przypominając, jest to mniej więcej tyle, ile łącznie produkują lasy tropikalne.

Ilość tlenu produkowanego na danym obszarze zmienia się ze względu na porę dnia oraz przypływy i odpływy wód. Niestety, na ilość oraz umiejętność produkowania tlenu wpływa również stan naszej planety. Odpady, gazy cieplarniane i inne zanieczyszczenia wpływają na pogorszenie się ich jakości, co skutkuje wymieraniem obiektów odpowiedzialnych za produkcję tlenu.

Strefy beztlenowe – skąd się biorą?

Oprócz produkcji tlenu, zjawiska zachodzące w wodach wpływają na chłodzenie się planety. Oceany chronią Ziemię przed skutkami zmian klimatycznych. Naukowcy alarmują, że nadmierna absorbcja dwutlenku węgla z atmosfery, która chroni przed wspomnianymi zmianami, prowadzi do powstania tak zwanego „deadly trio”. Są to trzy czynniki, które przynoszą katastrofalne efekty dla wodnego życia: zakwaszenie oceanu, jego ocieplenie (w ciągu ostatnich stu lat, średnia temperatura podniosła się tam o 0,7°C) i powstawanie coraz większych obszarów stref beztlenowych. Naukowcy testują rozwiązania pozwalające na badanie procesów zachodzących w głębinach i zrozumienie powiązań zachodzących pomiędzy wymienionymi powyżej zmiennymi.

Strefy beztlenowe sprawiają, że w wodach na całym świecie ubywa tlenu. Według badań, strefy o niskiej zawartości tlenu w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat powiększyły się o obszar wielkości Unii Europejskiej, a z oceanów zniknęło około dwóch procent obecnego tam tlenu. Natomiast obszary pustyni tlenowych (gdzie tlenu nie ma wcale) zwiększyły się czterokrotnie. Co do tego doprowadziło? Głównie działalność człowieka. Wszystkie działania ludzkie prowadzące do globalnego ocieplenia, a także dostające się do wód w coraz większej ilości nawozy sztuczne i ścieki.

Nie należy jednak zapominać, że pomimo wytwarzania tlenu, zwierzęta wodne także go zużywają. Tlen jest wykorzystywany w procesie rozkładu martwych roślin czy zwierząt. Dla przykładu, gdy zakwity glonów umierają, proces rozkładu zużywa tlen szybciej niż woda jest w stanie go wyprodukować. To także przyczynia się do powstawania stref martwych. Trwają jednak badania, w których naukowcy próbują zmniejszyć szkody wyrządzone ekosystemowi.

Wszystko w naszych rękach

Jeśli jako ludzkość nie zmienimy naszego zarządzania zasobami ziemskimi, oceany (a dokładniej wszystko to, co w nich zamieszkuje) nadal będą stopniowo traciły zdolność do produkowania tlenu, czy robienia innych rzeczy niezbędnych do istnienia życia na naszej planecie. Naukowcy alarmują, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat, ilość planktonu w wodach znacznie zmalała. Co robić, by temu zapobiec? Badacze wskazują przede wszystkim na ograniczenie emisji dwutlenku węgla do środowiska i skierowanie się w stronę odnawialnych źródeł energii. Nie chodzi tu również o zwiększanie poziomu wód, bo nie chodzi o ilość, a o jakość. O to, jako mieszkańcy planety powinniśmy dbać przede wszystkim. Skutków pogarszania się jakości wód możemy jeszcze tak drastycznie nie odczuć, jednak następne pokolenia mogą mieć z tym ogromne problemy.