spot_img
Strona głównaAktualnościAnna Powierza: Plastik nie zniknie w cudowny sposób!

Anna Powierza: Plastik nie zniknie w cudowny sposób!

Aktorka, a także autorka książek, w których propaguje zdrowy styl odżywiania. Wypowiedziała wojnę plastikowi i śmieje się, że najlepszym strażnikiem domowych, ekologicznych nawyków jest jej 6-letnia córeczka Helenka.

Ania, czy możesz powiedzieć o sobie, że żyjesz ekologicznie?
Na pewno staram się. Ograniczyłam poruszanie się po mieście samochodem. Jeżdżę rowerem, komunikacją miejską, chodzę na piechotę. Samochodu używam tylko po to, żeby dojechać do pracy czy odwiedzić mojego konia poza Warszawą. Nie kupuję niczego, co jest w plastikowym opakowaniu, chyba że już naprawdę muszę. Np. nie korzystam z paczkowanej włoszczyzny, sama wybieram warzywa. Przestawiłam się na mleko w szklanych butelkach. Niestety, niełatwo jest je znaleźć, ale się nie poddaję, chociaż w czasach koronawirusa to dużo trudniejsze.

A jeśli już o koronawirusie mowa. To kolejny sygnał, który wysłała nam ziemia, żebyśmy zatrzymali się na chwilę w tym naszym pędzie i zadbali o nią i jej zasoby?
Pewnie tak jest, ale człowiek to twardy przeciwnik. Zamiast się nad tym zastanowić, paradoksalnie odpowiedzieliśmy jej jeszcze większą produkcją i zużyciem plastiku. Miliony ton jednorazowych rękawiczek, masek, kombinezonów to broń masowej zagłady dla matki ziemi. Następnym razem niech głęboko się zastanowi, czy chce nam na cokolwiek zwracać uwagę! To czarny humor, nie na miejscu, wiem. Ale plastik to moja prywatna zmora i największa porażka. Od kiedy segreguję śmieci, zorientowałam się, że wyrzucam go w najwięcej ze wszystkich odpadków. I to pomimo, że ograniczam, ile mogę, kupowanie plastikowych opakowań. Kiedy na to patrzę, czuję się bezsilna. Mam poczucie, że chociaż dużo się mówi o szkodliwości plastiku i co raz więcej ludzi, mając tego świadomość, stara się coś z tym zrobić we własnym zakresie, to jednak ciągle za mało. Póki nie będzie systemowych regulacji na temat np. produkcji plastikowych opakowań, będziemy bezradni.

Takich grzechów mamy trochę na sumieniu…
Całe mnóstwo. I to na dodatek większość załatwiamy w białych rękawiczkach. Jakże słuszna kwestia sprzątania po psie, to tak naprawdę strzał w kolano planety. Zamiast naturalnego nawozu, który wspomoże okoliczne krzaczki i trawniczki, fundujemy jej góry plastikowych torebek z kupą szczelnie zapakowaną, niczym bomba masowego rażenia. Nasza ludzka pycha i wygodnictwo nie dopuszcza tego, że to, co naturalne i zdrowe, może być nieestetyczne i wystawać z równo przyciętego trawniczka. Duma z kolei nie pozwala nam patrzeć pod nogi, kiedy raczymy deptać trawnik. I to właśnie z tych powodów wydaliśmy wojnę kupie na trawie? To dlatego dusimy ziemię tryliardami ton plastikowych torebeczek w fikuśne wzorki, serio…? Sama powiedz, czy to nie żart. Czy naprawdę za te same pieniądze nie lepiej byłoby zatrudnić kogoś, kto po prostu zadba o trawnik i zrobi to zwykłymi grabkami? 

A torebki biodegradowalne, albo papierowe? 
Pic na wodę. Biodegradowalne to marketingowa ściema. Plastik nie znika w cudowny sposób, tylko rozkłada się na małe cząstki, które i tak muszą czekać kilkaset lat, aż znikną. W tym czasie mogą jednak z powodzeniem być wchłaniane przez zwierzęta, a także ludzi, i zatruwać nasze organizmy, powodując choroby cywilizacyjne. Papierowych się nie czepiam, tylko nie widziałam jeszcze ani jednej osoby, która by ich używała.

Jesteś mamą 6 letniej Helenki. Czy rozmawiasz z nią w domu o ekologii?
Helenka fantastyczną edukację ekologiczną ma u siebie w przedszkolu. W domu raczej obserwuje to, co i jak robię ja, i to przynosi lepsze efekty niż wykłady na ten temat. Często powtarza mi: nie wyrzucaj, wykorzystaj. Pilnuje, żebym nie wyrzucała do śmieci rolek po papierze toaletowym, zamiast tego umie je wykorzystać w zabawie. Dzieci mają dziś dużo większą świadomość ekologiczną niż mieliśmy my w ich wieku.

Czy segregowanie śmieci jest dla Ciebie trudne?
Przyszło mi to bardzo naturalnie. Obawiałam się tego bardzo, chyba jak wszyscy. W mojej kamienicy długo nie było odpowiednich pojemników, ale gdy wreszcie się pojawiły, odkryłam, że sterują tym proste zasady, które łatwo zapamiętać. Mimo to, koło śmietnika ciągle wisi instrukcja. Na wszelki wypadek – dla gości, dla Helenki oraz dla mnie, gdy mimo wszystko nie jestem czegoś pewna. 

Oszczędzasz wodę?
Wydaje mi się, że nie zużywam jej dużo. Nie mam zwyczaju zażywania długich kąpieli, woda nie leje się u mnie strumieniami. 

Deszczówki nie zbierasz? Chociaż to byłoby trudne, ostatnio tego deszczu jak na lekarstwo…
Ale co bym potem z nią robiła? Mogłabym podlewać kwiatki, ale nie mam zaufania do tego, co w niej jest, jeszcze by mi kwiatki padły (śmiech). Poza tym mam problem techniczny. Jak to robić? Mieszkam w mieście. Wiadro na parapecie postawić? A jak spadnie i zrobi komuś krzywdę? Nie, to nie dla mnie!

A kranówkę pijesz?
A wiesz, że tak? Zmusiła mnie do tego sytuacja. W ramach mojej wojny z plastikiem musiałabym kupować wodę w szklanych butelkach. A jako matka samotnie wychowująca dziecko targam już tyle zakupów, że nie zamierzam dokładać do tego jeszcze dodatkowego ciężaru.

A czy w modzie jesteś eko?
Kupuję ubrania rzadko, nie podążam za sezonowymi trendami, to wydaje mi się nieetyczne. Zwłaszcza że według badań jedną rzecz zakładamy tylko 5 razy. Kieruję się jakością, dobry, naturalny materiał wystarczy mi na lata. Do dziś mam płaszcz, który kupiła mi Mama na osiemnastkę. Nadal świetnie wygląda i do tego jest bardzo ciepły.

Podobnymi zasadami kierujesz się urządzając wnętrza. Sama odnawiasz stare, rodzinne meble…
Jestem zakochana w starych meblach, są wyjątkowe i oryginalne. Odnawiam je, chcę pozbyć się zadrapań i zapachu naftaliny, a także dodać im odrobinę siebie. Kiedyś przekażę je Helenie, która będzie wiedziała, że należały do jej Prababci, Babci, a Mama dała im nowe życie. Jest w tym coś magicznego. Kiedy zasypiam w łóżku, w którym sypiała jako dziewczynka moja Mama, mam wrażenie, że mogę śnić jej sny…

Od lat propagujesz zdrowe odżywianie, które jest konieczne w walce z insulinoodpornością, z którą się zmagasz. Czego nie ma, a co musi znaleźć się w Twojej kuchni?
Z mojej kuchni zniknął plastik. Opakowania wymieniłam na szklane, korzystam ze słoików, w których przechowuję jedzenie, również w lodówce. Jeśli natomiast chodzi o samo jedzenie, to kupuję tylko to, co mogę rozpoznać (śmiech). Czyli owoce, warzywa i mięso, żadnej żywności przetworzonej.  Koronawirus nauczył mnie rzadziej jeździć na zakupy. Teraz robię to raz na tydzień czy 10 dni. To rozwiązanie zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne. Rzadziej używam samochodu, wybieram jedno większe opakowanie zamiast trzech małych, wykorzystuję całą żywność i nic nie wyrzucam. Poza tym, oszczędzam mnóstwo czasu i pieniędzy, bo muszę dokładnie przemyśleć, co kupić, by niczego mi nie zabrakło. Mam listę, której się trzymam, nie wrzucam nic spontanicznie do koszyka. Na koniec targając siaty do domu dodatkowo ćwiczę biceps… No dobra, z tym to akurat żartowałam. To jedyny minus tak wielkich zakupów, ale będę tak robić nawet gdy epidemia się skończy. 

Jak znajdujesz balans w tym zabieganym życiu? Co Cię wycisza, uspokaja?
Od zawsze zwierzęta – mam psa oraz konia – i las. Kiedy jestem zestresowana, wystarczy mi mój koń, las i po godzinie jestem zresetowana. Natura mnie ładuje, dzięki niej wiem, że nawet jak jest trudno, to jakoś to będzie, poradzę sobie!     

Rozmawiała Kasia Madey           

INNE TEKSTY Z TEJ KATEGORII

NAJNOWSZE WPISY